środa, 25 listopada 2009

o tym jak ciezko sie jest ksztalcic w ChRLu, gdy nie zna sie jezyka

Walcze.

Walcze czesto z wieloma rzeczami i kilkoma ludzmi; jednak ostatnie S- potyczki mnie mecza. Mianowicie probuje zdobyc materialy do mojej pracy magisterskiej. Jeszcze nie wiem w jaka strone pojdzie, wiec zbierac bym chcial wszystko. Co w tym kraju jest calkiem trudne. Do tej pory napotkalem nastepujace problemy:

I. PROBLEM: dokumenty

W wielkiej swej nieswiadomosci nie pomyslalem, ze do przegladania ksiazek w czytelni potrzeba paszportu. Wczorajszy zatem moj wysilek rozbilby sie na niczym, gdyby nie Beata, ktora zna ten kraj lepiej i paszport z soba wziela

II. PROBLEM: informacja

Jak sie juz ma jedna karte, to warto poszukac ksiazek. Jednak ilosc katalogow i brak ogolnego uporzadkowania zrodel nie pomaga.w jednolitym ogarnieciu tematu. Zawsze za to mozna znalezc kolejna interesujaca sie ksiazke w zupelnie innym podpeciu. To fascynujace :P

III. PROBLEM: limit

Dzisiaj wrocilem do biblioteki sam; wyrobilem karte, zaplacilem, przebilem sie przez katalogi, wypisalem sobie ksiazki, ktore chce przejrzec i ... okazalo sie ze moge dotknac tylko 4. Przy czym miedzy zamowieniem a otrzymaniem mija jakies 20 minut, w ktore nie mozesz zrobic absolurtnie nic przydatnego, gdyz nie trzymasz zadnej ksiazki...

IV. PROBLEM:permit

Dowiedzialem sie, ze "jestem not allowed to human rights section". Zatem z mojej listy odpadla spora czesc materialow, gdyz w zachodnich publikacjach prawa czlowieka w prawie karnym sa dosc czesto akcentowane. Gdy zaczalem sie dowiadywac ktoz stoi za ta decyzja, dowiedzialem sie tylko, ze "its offical". Zatem oficjalnie nie jestem dopuszczony do sekcji praw czlowieka.


Zdobylem jednak spora czesc materialow wiec jestem wdzieczny, ze choc tyle sie udalo...

wtorek, 24 listopada 2009

o tym jak w jedno popoludnie stalem sie chinskim metro - kozakiem

W niedziele dokonalo sie przeistoczenie, a ja zzolklem do reszty.

Najpierw obcialem wlosy - Chinczykom sie podoba - Europejczycy sie usmiechaja

Pozniej pojechalismy na lans do 1933 - starej fabryki zamienionej w loft-galerie; gdzie jedlismy lans-makaron w lans-knajpie. miejsce jest tak awangardowe, ze na kazdym rogu stoi lans - fotograf z lans - modelka, ktorzy chyba nadal wierza, ze sa niepowtarzalnie awangardowi w swoim lansie.

Skonczylo sie pozno wieczorem spacerem po Nankijskiej Wschodniej.

Nie ma czego sie wstydzic: zostalem chinskim metro - lans - kozakiem

niedziela, 22 listopada 2009

o imprezie konsulatowo - pozegnalnej

Wczoraj, na moje zaproszenie, w knajpie japonskiej spotkali sie niemal wszyscy pracownicy Konsulatu. Taapanyaki, czyli impreza w stylu jedz i pij, a Pan kucharz stoi przy stoliku i wszystko co chcesz podaje na stol. Wejsciowka nie jest tania, 180Y; ale warto. Bardzo mile spedzany wieczor zaklocila jednak obsluga, ktora swoim chinskim nosem szybko zwietrzyla podwojny biznes. Mianowicie pomimo mojej rezerwacji na caly wieczor, poprosili abysmy sie wyniesli; bo na stolik czeka grupa 25 Hiszpanow.... Zrobilo sie nieprzyjemnie, Beata uslyszala, ze jest pijana /po wypiciu 0,3 piwa.../ i w ogole zrobil sie kwas. Slowianska fantazja wzmocniona sake kazala nam walczyc do upadlego, jednak kobiecy glos rozsadku zaproponowal zmiane lokalu. Zatem poszlismy do Zapatas - najbardziej bialej dyskoteki w miescie.

ZABAWA BYLA CUDNA i wszystkim sie podobalo. :-)
Szkoda, ze tylko raz konczy sie praktyki...

o nanjingu aparatem

Tajping


snieg na chinskich daszkach


balwan - pierwszy tej zimy


latawiec


tlumik


kolejna pagoda


podczas modlitwy


w dymach kadzidel


zachod slonca - po prawej 7 wiezowiec swiata


mniszki


krzyz w muzeum masakry nankinskiej


Pamietasz?


Tajwan /na szczescie/ wrocil do macierzy


pomnik pamieci ofiar


Nanjing noca


kraby w ciescie


zachod slonca nad jeziorem

sobota, 21 listopada 2009

o mapach, planach i innych schematach na ktore wszyscy patrza i nikt nie rozumie

Hostel w ktorym zatrzymalismy sie w Nanjingu moim zdaniem zasluguje na osobna notke w tym blogu.
zatem na ulotce informacja o:
- czystych 4 osobowych pokojach
- ladnych lazienkach
- darmowej kawie wpisowej
- odbiorze (darmowym) z dworca
- milej i przydatnej obsludze
- bar

To co zastalismy odbiegalo delikatnie od powyzszego. Hostel jest w remoncie. Sprowadza sie to do tego, zer zamiast lazienek ma boksy, a w pomieszczeniu obok nie ma sciany. Calkiem ciekawe doswiadczenie: wychodzisz z nagrzanego pokoju na zimny korytarz, nastepnie bierzesz goraca kapiel, i wychodzisz na snieg. Finowie byliby pewnie zachwyceni, my troche mniej. do tego nie dziala bar (w remoncie), wiec nie ma darmowej kawy. A i tak hitowym bzyla sprawa pick-up z dworca. Otoz rozmawiajac z panem po angielsku, slyszalem co mowi do swego szefa po chinsku... Zatem pickup nie bylo oficjalnie z powodow awarii samochodu, prawdziwie z powodu opadow sniegu. Sunflower hostel w Nanjingu - najwyzszy poziom rekomendacji!!

Do tego dostalismy mapke jak dosc z hostelu do metra. I co sie okazalo? BLEDNA! to znaczy z zle zaznaczona swiatynia konfucjanska. Gdy zwiedzilismy to co oni nazywaja swiatynia, okazalo sie to byc muzeum. A prawdziwa swiatynia stoi zupelnie z drugiej strony, ale na reklamowej mapce lepiej podawac obiekty chwytliwe. To oficjalne tlumaczenie recepcji. Brak slow.

Nie wiem jakie trzeba spelniac kryteria aby dostac rekomendacje hosteling international, ale chyba niewielkie. ie ogarniam zasad dzialania wspolczesnego swiata. I to nie od dzis. Za to ekipa byla dosc ciekawa wiec wspomnienia zostaja kolorowe.

Jestem znow w S. Jutro wielka impreza pozegnalna z ekipa z konsulatu. Bedzie sie dzialo - mam nadzieje :P
A dzis dostalem mase prezentow :P tak zupelnie bez okazji i to od roznych osob. I wszystkie trafione wiec chyba zaczynam lubic niespodzianki.

A darczyncom dziekuje

środa, 18 listopada 2009

o wycieczce, niezrozumieniu i nieporozumieniu

jestem w Nanjing.To miasto powinno sie znalezc na kazdym planie wycieczek po Chinach. Miasto ma wszystko, czego potrzeba ladnej stolicy: zabytki, nowoczesnosc, jezioro i parki, metro, sklepy. Bardzo przyjemnie tu przyjechac. Mimo faktu, ze zyje tu jakies 6 milionow ludzi, zachowuje taki "rustykalny charakter" - jak to dzis zostalo nazwane.

Nieporozumieniem jest jednak tutaj pogoda. Otoz wczoraj przywitano nas ....sniegiem!!!! Musze przyznac, ze nie spodziewalem sie takich niespodzianek. Moja szafa tez nie, wiec ochoczo zakupilem rekawiczki. Nawet bez targowania - pani widziala, ze kupie je niezaleznie od ceny. Coz z tego, ze przeplacilem - moge ruszac palcami. Dzis wprawdzie nie padalo; ale nadal bylo nieprzyjemnie zimno. Acz snieg na chinskich dachach wyglada calkiem przyjemnie.

Jestem tutaj z Andrzejem i Ala. I chyba jestem juz rozkapryszony ponownie (w koncu Mikolaj wyjechal grubo ponad miesiac temu), ale jakos srednio nam idzie komuniakcja. Obie strony sie staraja jak moga, ale...

Czasem relacje miedzy doroslymi potrafia byc tak interesujaco nudne, czasem jednak komplikuja sie w najmniej odpowiednim momencie. Jedna z Chinek powiedziala, ze to sie wlasnie nazywa zyciem, ja jednak wierze, ze w tym wszystkim jest wiecej naszej woli niz konformistycznego wuwei...

to sie nazywa raj...

sobota, 14 listopada 2009

o zakonczeniu praktyk i o rozstaniu z S

wczoraj zakonczylem swoje praktyki konsularne. Bardzo fajnie spedzony czas, w znakomitym zespole i bardzo milym pozegnaniu. Mowiac szczerze nawet zaluje ze w poniedzialek tam nie wracam... ale przeciez something is ending; something begins

Za kilka godzin spotykam sie z Ala i Budnikiem !!!!!!!! W koncu, po tylu probach spotykamy sie w Azji i zamierzamy przez chwile przynajmniej razem pojezdzic.

Pojezdzic.... oznacza spakowac sie po 6 tygodniach i wziac plecak na plecy. Nie wyobrazam sobie jak to zrobic, bo to przeciez kolejne zakupy byly w S.... Ech...

Nastepnym przystankiem prawdopodobnie Nanjing. A pozniej sie zobaczy...

Zima nadciaga wiec lepiej chyba jechac na poludnie...

czwartek, 12 listopada 2009

o obiecanych zdjeciach

Szanghajskie Muzeum Nauki i Technologii


LETS Safari


jez made in china


Ola do gory nogami


Ola przed naszym stoiskiem w Hangzhou


Jezioro Zachodnie


My na lodce


Jezioro Zachodnie II


Beata, Carlos i Ola w przyswiatynnym ogrodzie


biegajce nereczki


w trakcie ulewy

środa, 11 listopada 2009

o tygodniu wielorakich zmagan

Przepraszam, ze mimo wielostronnych ponaglan wpis pojawia sie dopiero teraz, ale tydzien to byl szalony. Najpierw przez 5 dni promowalismy Polske na targach turystycznych w oddalonym o poltora godziny pociagiem Hangzhou, wczoraj swietowalismy Niepodleglosc, a w miedzy czasie dokonywaly sie w Polsce pewne zmiany, a w S trwala narada konsularna. Jednym slowem: SZALENSTWO.

Do Hangzhou jechalem wraz z Ola, Beata G., Beata S, Agata, Arturem i Marcinem. Kazdy z nas mial tam troche inne role, wiec i podzial obowiazkow przebiegal roznie. Okazalo sie jednak, ze niektorzy jada tam pracowac, inni zas jada wygladac, jeszcze inni zwiedzac.Zakwaterowano nas w 4 gwiazdkowym hotelu, w pokojach jednoosobowych. Musze przyznac, ze to calkiem mila odmiana od 4 osob w hostelowym pokoju bez okien. I do tego jeszcze swietnie nas karmiono. Sniadania i kolacje w formie bufetu, a tam od potraw tradycyjnych po zolwie, ostrygi, sushi itd. Nic tylko nie wychodzic z hotelu. Wychodzic jednak czasem kazali - chociazby na targi. Zatem promowalismy Polske, Ola i Beaty wspaniale po chinsku, ja mniej dobitnie po angielsku i z tlumaczem, ale do przodu. Faktycznie udalo nam sie wzbudzic zainteresowanie i wierze, ze przynajmniej jedna z osob planujac podroz po EU uwzgledni w planach Polske.

Okazalo sie rowniez, ze swiat jest malenki. W Hangzhou spotkalismy znajomych zarowno Oli, jak i Marcina. Przy czym byly to dwie grupy znajomych, znajace sie miedzysoba, lecz pierwszy raz spotkawszy sie w Chinach, mimo, iz wszyscy pochodza z Krakowa...

Wracajac z ceremonii zamkniecia serii targow (koncert muzyki klasycznej, z wieloma polskimi akcentami), zagadalismy sie z Konsulem Generalnym i Konsulem ds Ekonomicznych, tak, ze autobusy podstawione przez organizatorow pojechaly. Bylo nam to zreszta na reke, bo zamiast do hotelu, chcielismy pojechac nad Jezioro Zachodnie - jedna z najwiekszych atrakcji regionu. Przy czym nikt nie wpadl na to, ze centrum kulturowe bedzie tak daleko od jakiegokolwiek osrodka cywilizacji. Taksowke zlapalismy po 45 minutach, czemu towarzyl moj komenatarz przez telefon: "CZEKAJ! COS JEDZIECIE!! TO JA BIEGNE SIE POD NIA RZUCIC A WY POZBIERAJCIE MOJE ZWLOKI I W DROGE!!!!!" i ... zamiast zwiedzac wybralismy bar...

W poniedzialek, gdy w koncu mielsimy troche czasu dla siebie i mozna bylo wybrac sie na miasto, figla splatala nam pogoda. Otoz do S nadciaga zima. Jest nascie stopni, czesto pada i ogolnie niebo z blekitu zrobilo sie jakies szare i malo pociagajce. W Hangzhou natomiast w pewnym momencie zrobilo sie zolte, pozniej czarne i zielone. Nastepnie rozblyslo wszystkimi kolorami swiatla. Takiej burzy i takich opadow deszczu nie widzialem dawno. I pierwszy raz od czasow wizyty w Azji Poludniowo - Wschodniej upralem bielizne majac ja na sobie...

Wczoraj, tj 10 listopada w Konsulacie swietowalismy Swieto Odzyskania Niepodleglosci. Wszesniej oczywiscie wielkie przygotowania i ponad 300 zaproszonych gosci, w tym 20 polskich konsuli (lub szefow dzialow konsualrnych) z Azji i 3 ambasadorow. Polonia szanghajska, pomimo wielkich opadow deszczu, stawila sie tlumnie, wszystkim dopisywal doskonaly humor i zabawa byla przednia. Jedzenia wprawdzie jeszcze zostalo, wiec piszac ten post zajadam sie zimnymi golabkami i bigosem. :-)

Niestety pomimo swieta narodowego pare osob w Konsulacie nadal pracuje. W tym ja.....

Obiecuje, ze zdjecia pojawia sie juz niedlugo.

poniedziałek, 2 listopada 2009

o spadajacych z drzew lisciach i o technologii i nauce

Do S zawitala jesien. Zaczelo sie od lekkiego deszczu, pozniej od bardzo silnego wiatru, az w reszcie przyszla. No i liscie zaczely spadac z drzew. Pewien udzial miala w tym pani Kowalska, od dzis nazywana "corka jesieni", ktora tak bardzo zazdroscila szanghasjkiej pogody, ze postanowila przeslac mi tutaj europejski chlod. Nie jest on co prawda tak do konca europejski, bo jak uslyszalem dzis od autoktonow "wieje od Pekinu", to znaczy wieje zimnem nieprzyjemnym i przenikliwym. Pekinskim. Prognoza pogody twierdzi, ze za kilka dni przejdzie i wroci sloneczko. No chyba, ze pani Kowalska lub ktokolwiek inny postanowi inaczej. W piatek ma byc 26 stopni.Nie jest tu tez tragicznie zimno -13 stopni. Ale zawsze4 lepiej to pomnozyc :-)

W sobote bylismy z Ola w Muzeum Technologii i Nauki. Musze przyznac, ze spodziewalem sie czegos wiecej, ale i tak trzeba powiedziec, ze bylo ok. Do najfajniejszych atrakcji nalezalo cwiczenie poruszania sie w stanie niewazkosci, strzelanie pileczkami w wielkim wiatraku, wycieczka po ludzkim ciele, rajd rowerowy na symulatorze i emitacja trzesienia ziemi, troche tylko slabsza niz przejazd zwyczajnym metrem... No ale i tak uwazam, ze to fajny dzien byl :-) Zlwaszcza, ze w nocy wybralem sie z chinczykami na impreze halloween.

Niedziela minela na nauce, odpoczynku i dobrym obiedzie. Troche chill'u czasem sie przydaje. Dzis od rana praca, i tak od dzis az do 15 listopada... Burzliwy okres...

piątek, 30 października 2009

o najzabawniejszym przykladzie Chinglish i o najtanszym wloskim zarciu

musze zaczac jednak od tego, ze Marten siedzi juz w Japonii. I chociaz troche brakuje jego komentarzy, to zycie w S nie zwalnia tempa.

Wczoraj po kilku owocnych godzinach pracy, poszlismy z Beata i Ala - obie urocze dziewczyny z Konsulatu, na wspolny obiad i drinka. Wybralismy najpierw lokal turecki, sliniac sie przez szybe na widok badz co badz polskiego kebaba. Jednak dosc szybko i bolesnie zostalismy sprowadzeni na ziemie, gdy zobaczylismy ceny... Wybor zatem padl na sieciowa restaturacje wloska. I REWELACJA!! Za pizze salatke i piwo zaplacilem 30Y, czyli jakies 13zl. Calkiem rozsadnie, biorac pod uwage fakt, ze jest to restauracja dokladnie w centrum miasta. MNIAM! Chyba jutro tez sie tam wybiore. A co :P

Natomiast nie udalo nam sie wybrac na wspolnego drinka. Wrocilem wiec do hostelu z zamiarem nauki znakow. W ogole mam ambitny plan nauki znakow, odkad pomyliem mu z mei i zhou; tylko dlatego, ze wygladaja niemal identycznie, a moje chisnkie towarzyszki w konsulacie mialy caly dzien zabawy.../no comments/...
Moj ulubiony hostelowy barman, tymrazem ubrany w niebieska obcisla koszulke z napisem go go; mowi, ze maja promocje w stylu buy 1 get 1 free. Ucieszony od ucha do ucha patrze na nowe, przygotwane wlasnie na te promocje menu, a tam calkiem interesujaca oferta. Mianowicie mozna bylo zamowic np WHISKEY & COCK, VODKA & COCK, GIN & COCK. [przyp. autora: cock - z angielskiego kogut lub ... kutas]. Blad zostal niestety skorygowany, i znow podowano alkohole tylko z cola... co bylo na tyle interesujace, ze cena jednego drinka to 4 zl. A dawali w tej cenie 2... ufff....

Dzisiejszy dzien wizowy minal szybko i bezbolesnie. Rekordziscie dzisiejszemu kazalem wypelniac deklaracje tylko 3krotnie, co przy wtorkowych 6 raczej wypada blado...

A! i jeszcze chce sie pochwalic. Prawie od tygodnia nie pije kawy! Niektorzy wiedza, co to znaczy. I wspolczuja nie mnie lecz otoczeniu... Ja jednak uwazam, ze nie jest najgorzej - jeszcze nikogo nie zabilem...

wtorek, 27 października 2009

o ladnym miasteczku, ladnych kobietach z plastiku, o roznicach kulturowych przez morze baltyckie

Poznalem tutaj swietnego Szweda. Martin jest zakreconym i swietnym towarzyszem. Najpierw kilku imprez, a dzis wycieczki. Zerwalem sie z konsulatu po jakis kilku godzinach by pojechac do wodnego miasta o nazwie Zhujiajiao. Bardzo przyjemne i ciche, w stylu zalanego kanalami Suzhou. Zdjecia postaram sie dorzucic.
No i z dziwnym jedzeniem. Zdecydowanie za dziwnym, Mianowicie nie jestem w stanie wytlumaczyc co jedlismy bo nie mam pojecia. Jedynym rozpoznawalnym etapem byly kasztany i jajka.... Ale efekt koncowy jest calkiem udany. jak sie dowiem co to bylo sporbuje znalezc przepis...

Bylismy tez na wspolnej wycieczce po S. Pojechalismy na dzielnice francuska i wracalismy pieszo... weszlismy przy okazji do salonu Barbie. Calkiem rozowo i blond. I musze przyznac ze wiele osob patrzylo na nas dosc dziwnie, gdy dowch facetow szwedalo sie po barbie spa.... Ale mam przynajmniej wrazenie , ze wsrod tych blond slicznotek wzroslo nam troche IQ, ale obnizyl sie poziom pewnosci siebie...

A no i czas na roznice kulturowe. Szwedzi sa blizsi chinczykom niz ja. MArtin pluje na ulice i rzuca jedzeniem. To ciekawe, zaobserwowac jak jedno dosc male morze potrafi spowodowac roznice kulturowa. Twierdzi jednak, ze to przez za dlugie przebywanie z Zoltymi, I ze jesli pojawi sie w Polsce to nauczy sie pic wodke bez przepity. Trzymamy za slowo

o powiekszeniu sie grupy rodzinnych adwokatow

Uskuteczniajac troche prywaty, to w koncu moja strona, chcialbym najserdeczniej pogratulowac mojej siostrze i Monice zdania egzaminu adwokackiego. Niektorym udaje sie doprowadzic sie ich marzenia do konca, A innym nie

środa, 21 października 2009

O performensie, na ktory jechac nie chcialem, ale pojechalem, a pozniej zalowalem, ze narzekalem

Moj Konsul zadzwonil do mnie w sobote z informacja, ze w niedziele pracujemy. Ja i On. Reszta ma wolne i odpoczywa sobie slodko w domowych zaciszach. Do tego jeszcze trzeba sie zrobic pod krawat, nie dlatego bynajmniej, ze praca w niedziele to cos nadzwyczajnego i trzeba to uczcic, lecz dlatego, ze jedziemy na otwarcie festiwalu, przygotowaniami do ktorego swoja droga miasto zyje od dawna. Zapowiada sie nudna, snobistyczna impreza. Bosko…

Szukalem powodow by sie z tego jakos wykrecic. Najpierw, ze nie wiem gdzie to jest (nie ma problemu, kierowca po Ciebie przyjedzie), pozniej, ze nie mam garnituru (czym sie przejmujesz? Zobaczysz, ze bedzie napewno z dwoch Chinczykow w dresie). Jak widac – nie dalo sie wymowic…

Zatem po raz pierwszy jechalem Volvo S80 pod polska flaga narodowa. Musze przyznac, ze to calkiem mile doswiadczenie. Pierwszy raz tez mialem okazje porozmawiac z Konsulem mniej oficjalnie, o niczym doslownie, i bylo bardzo sympatycznie.

Zanim nas wpuszczono na widownie zostalismy odpowiednio napojeni (Chinczycy robia na prawde coraz lepsze czerwone wino), a takze krolewsko wrecz nakarmienii. Stoly uginaly sie od jedzenia, chinskiego i zachodniego, a wszystko na poziomie gosci. Z protokolu dyplomatycznego bylo 13 przedstawicielstw, tyle przynajmniej poznalem, vice ministrowie, sekretarze, towarzysze, burmistrzowie, gubernatorzy itd…

Naszymi towarzyszami byli Konsul Republiki Bialorusi wraz z malzonka. Oboje bardzo sympatyczni, kazali sobie mowic po imieniu, mniej wiecej po 4 butelce wina.

Pozniej udalismy sie na sale glowna, wlasciwie do jej lozy honorowej, gdzie siedzialo jakies mnieej wiecej 300 osob... .

Przedstawienie poprzedzone bylo masa przemowien,co mniej wytrzymali lub bardziej winem zmozeni zasypiali raz po raz.

Sama sztuka opowiada historie nieszczesliwej milosci oraz braku poboznosci synowskiej. Jednak to nie fabula oczarowala wszystkich. Kompozycja swiatel, dzwiekow, glosow, a przede wszystkim ruchu ponad setki tancerzy sprawila, ze w wielu oczach pojawily sie lzy, a w dloniach zas kieliszki lub husteczki. Zdjecia nie sa w stanie tego oddac, jednak mimo wszystko kilka wrzuce na dol. Musze jednak obiektywnie przyznac, ze to bylo najbardziej spektakularne doswiadczenie artystyczne jakie widzialem. Zakochalem sie w tym calkowicie.

Ale czlowiek glupi czasem, ze woli siedziec w hostelu… I tylko psioczy, ze mu kaza wychodzic… echhhhhh….










o wspolodczuwaniu

biuro podrozy Talaga travel zaprasza serdecznie na wycieczke do polskiego konsulatu.
Miejsce zbiorki: poczatek Nanjing Dong Lu; w poblizu pizza hut
Godzina: 7:30

miejsce zbiorki


w/w punkt charakterystyczny


no to w droge! tylko gesiego...


chociaz powinno byc luzniej... od razu widac, ze to dla bialych duzych i dzieci...


i o to jest! wyczekiwany dlugo znaczek metra!


maszyna, ktorej przeznaczenia jeszcze biale twarze nie odkryly...


metro, cos wyjatkowo pusto... za wczesnie ruszamy na to miasto...


plan linii piewszej. jedziemy od placu ludowego do hengshan lu


w metrze trzeba uwazac na wiele rzeczy,,, w kijowskim tez :P


tak wygladaja normalne stacje metra; na szczescie mala :P


tak zas wyglada siec tego metra :D Warszawa da sie lubic... ale...


na drodze do konsulatu; tak wygladaja znaki drogowe - bogu dzieki za podawanie kierunkow


drozka prowadzaca do konsulatu


sniadanka czas


tadeimonko!



na terenie konsulatu obowiazuje zakaz robienia zdjec :P
niestety droga wycieczko nie uda sie zobaczyc Wam go od srodka. Prosze zglosic sie po odbior pieniedzy w kasie firmy. Przepraszamy i dziekujemy za wspolny spacer