środa, 21 października 2009

O performensie, na ktory jechac nie chcialem, ale pojechalem, a pozniej zalowalem, ze narzekalem

Moj Konsul zadzwonil do mnie w sobote z informacja, ze w niedziele pracujemy. Ja i On. Reszta ma wolne i odpoczywa sobie slodko w domowych zaciszach. Do tego jeszcze trzeba sie zrobic pod krawat, nie dlatego bynajmniej, ze praca w niedziele to cos nadzwyczajnego i trzeba to uczcic, lecz dlatego, ze jedziemy na otwarcie festiwalu, przygotowaniami do ktorego swoja droga miasto zyje od dawna. Zapowiada sie nudna, snobistyczna impreza. Bosko…

Szukalem powodow by sie z tego jakos wykrecic. Najpierw, ze nie wiem gdzie to jest (nie ma problemu, kierowca po Ciebie przyjedzie), pozniej, ze nie mam garnituru (czym sie przejmujesz? Zobaczysz, ze bedzie napewno z dwoch Chinczykow w dresie). Jak widac – nie dalo sie wymowic…

Zatem po raz pierwszy jechalem Volvo S80 pod polska flaga narodowa. Musze przyznac, ze to calkiem mile doswiadczenie. Pierwszy raz tez mialem okazje porozmawiac z Konsulem mniej oficjalnie, o niczym doslownie, i bylo bardzo sympatycznie.

Zanim nas wpuszczono na widownie zostalismy odpowiednio napojeni (Chinczycy robia na prawde coraz lepsze czerwone wino), a takze krolewsko wrecz nakarmienii. Stoly uginaly sie od jedzenia, chinskiego i zachodniego, a wszystko na poziomie gosci. Z protokolu dyplomatycznego bylo 13 przedstawicielstw, tyle przynajmniej poznalem, vice ministrowie, sekretarze, towarzysze, burmistrzowie, gubernatorzy itd…

Naszymi towarzyszami byli Konsul Republiki Bialorusi wraz z malzonka. Oboje bardzo sympatyczni, kazali sobie mowic po imieniu, mniej wiecej po 4 butelce wina.

Pozniej udalismy sie na sale glowna, wlasciwie do jej lozy honorowej, gdzie siedzialo jakies mnieej wiecej 300 osob... .

Przedstawienie poprzedzone bylo masa przemowien,co mniej wytrzymali lub bardziej winem zmozeni zasypiali raz po raz.

Sama sztuka opowiada historie nieszczesliwej milosci oraz braku poboznosci synowskiej. Jednak to nie fabula oczarowala wszystkich. Kompozycja swiatel, dzwiekow, glosow, a przede wszystkim ruchu ponad setki tancerzy sprawila, ze w wielu oczach pojawily sie lzy, a w dloniach zas kieliszki lub husteczki. Zdjecia nie sa w stanie tego oddac, jednak mimo wszystko kilka wrzuce na dol. Musze jednak obiektywnie przyznac, ze to bylo najbardziej spektakularne doswiadczenie artystyczne jakie widzialem. Zakochalem sie w tym calkowicie.

Ale czlowiek glupi czasem, ze woli siedziec w hostelu… I tylko psioczy, ze mu kaza wychodzic… echhhhhh….










2 komentarze:

  1. wyglada niesamowice... zazdroszzce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo mi sie podoba to co piszesz a zdjecia wspaniale pozrawia ciotka ewa i marek

    OdpowiedzUsuń