piątek, 30 października 2009

o najzabawniejszym przykladzie Chinglish i o najtanszym wloskim zarciu

musze zaczac jednak od tego, ze Marten siedzi juz w Japonii. I chociaz troche brakuje jego komentarzy, to zycie w S nie zwalnia tempa.

Wczoraj po kilku owocnych godzinach pracy, poszlismy z Beata i Ala - obie urocze dziewczyny z Konsulatu, na wspolny obiad i drinka. Wybralismy najpierw lokal turecki, sliniac sie przez szybe na widok badz co badz polskiego kebaba. Jednak dosc szybko i bolesnie zostalismy sprowadzeni na ziemie, gdy zobaczylismy ceny... Wybor zatem padl na sieciowa restaturacje wloska. I REWELACJA!! Za pizze salatke i piwo zaplacilem 30Y, czyli jakies 13zl. Calkiem rozsadnie, biorac pod uwage fakt, ze jest to restauracja dokladnie w centrum miasta. MNIAM! Chyba jutro tez sie tam wybiore. A co :P

Natomiast nie udalo nam sie wybrac na wspolnego drinka. Wrocilem wiec do hostelu z zamiarem nauki znakow. W ogole mam ambitny plan nauki znakow, odkad pomyliem mu z mei i zhou; tylko dlatego, ze wygladaja niemal identycznie, a moje chisnkie towarzyszki w konsulacie mialy caly dzien zabawy.../no comments/...
Moj ulubiony hostelowy barman, tymrazem ubrany w niebieska obcisla koszulke z napisem go go; mowi, ze maja promocje w stylu buy 1 get 1 free. Ucieszony od ucha do ucha patrze na nowe, przygotwane wlasnie na te promocje menu, a tam calkiem interesujaca oferta. Mianowicie mozna bylo zamowic np WHISKEY & COCK, VODKA & COCK, GIN & COCK. [przyp. autora: cock - z angielskiego kogut lub ... kutas]. Blad zostal niestety skorygowany, i znow podowano alkohole tylko z cola... co bylo na tyle interesujace, ze cena jednego drinka to 4 zl. A dawali w tej cenie 2... ufff....

Dzisiejszy dzien wizowy minal szybko i bezbolesnie. Rekordziscie dzisiejszemu kazalem wypelniac deklaracje tylko 3krotnie, co przy wtorkowych 6 raczej wypada blado...

A! i jeszcze chce sie pochwalic. Prawie od tygodnia nie pije kawy! Niektorzy wiedza, co to znaczy. I wspolczuja nie mnie lecz otoczeniu... Ja jednak uwazam, ze nie jest najgorzej - jeszcze nikogo nie zabilem...

wtorek, 27 października 2009

o ladnym miasteczku, ladnych kobietach z plastiku, o roznicach kulturowych przez morze baltyckie

Poznalem tutaj swietnego Szweda. Martin jest zakreconym i swietnym towarzyszem. Najpierw kilku imprez, a dzis wycieczki. Zerwalem sie z konsulatu po jakis kilku godzinach by pojechac do wodnego miasta o nazwie Zhujiajiao. Bardzo przyjemne i ciche, w stylu zalanego kanalami Suzhou. Zdjecia postaram sie dorzucic.
No i z dziwnym jedzeniem. Zdecydowanie za dziwnym, Mianowicie nie jestem w stanie wytlumaczyc co jedlismy bo nie mam pojecia. Jedynym rozpoznawalnym etapem byly kasztany i jajka.... Ale efekt koncowy jest calkiem udany. jak sie dowiem co to bylo sporbuje znalezc przepis...

Bylismy tez na wspolnej wycieczce po S. Pojechalismy na dzielnice francuska i wracalismy pieszo... weszlismy przy okazji do salonu Barbie. Calkiem rozowo i blond. I musze przyznac ze wiele osob patrzylo na nas dosc dziwnie, gdy dowch facetow szwedalo sie po barbie spa.... Ale mam przynajmniej wrazenie , ze wsrod tych blond slicznotek wzroslo nam troche IQ, ale obnizyl sie poziom pewnosci siebie...

A no i czas na roznice kulturowe. Szwedzi sa blizsi chinczykom niz ja. MArtin pluje na ulice i rzuca jedzeniem. To ciekawe, zaobserwowac jak jedno dosc male morze potrafi spowodowac roznice kulturowa. Twierdzi jednak, ze to przez za dlugie przebywanie z Zoltymi, I ze jesli pojawi sie w Polsce to nauczy sie pic wodke bez przepity. Trzymamy za slowo

o powiekszeniu sie grupy rodzinnych adwokatow

Uskuteczniajac troche prywaty, to w koncu moja strona, chcialbym najserdeczniej pogratulowac mojej siostrze i Monice zdania egzaminu adwokackiego. Niektorym udaje sie doprowadzic sie ich marzenia do konca, A innym nie

środa, 21 października 2009

O performensie, na ktory jechac nie chcialem, ale pojechalem, a pozniej zalowalem, ze narzekalem

Moj Konsul zadzwonil do mnie w sobote z informacja, ze w niedziele pracujemy. Ja i On. Reszta ma wolne i odpoczywa sobie slodko w domowych zaciszach. Do tego jeszcze trzeba sie zrobic pod krawat, nie dlatego bynajmniej, ze praca w niedziele to cos nadzwyczajnego i trzeba to uczcic, lecz dlatego, ze jedziemy na otwarcie festiwalu, przygotowaniami do ktorego swoja droga miasto zyje od dawna. Zapowiada sie nudna, snobistyczna impreza. Bosko…

Szukalem powodow by sie z tego jakos wykrecic. Najpierw, ze nie wiem gdzie to jest (nie ma problemu, kierowca po Ciebie przyjedzie), pozniej, ze nie mam garnituru (czym sie przejmujesz? Zobaczysz, ze bedzie napewno z dwoch Chinczykow w dresie). Jak widac – nie dalo sie wymowic…

Zatem po raz pierwszy jechalem Volvo S80 pod polska flaga narodowa. Musze przyznac, ze to calkiem mile doswiadczenie. Pierwszy raz tez mialem okazje porozmawiac z Konsulem mniej oficjalnie, o niczym doslownie, i bylo bardzo sympatycznie.

Zanim nas wpuszczono na widownie zostalismy odpowiednio napojeni (Chinczycy robia na prawde coraz lepsze czerwone wino), a takze krolewsko wrecz nakarmienii. Stoly uginaly sie od jedzenia, chinskiego i zachodniego, a wszystko na poziomie gosci. Z protokolu dyplomatycznego bylo 13 przedstawicielstw, tyle przynajmniej poznalem, vice ministrowie, sekretarze, towarzysze, burmistrzowie, gubernatorzy itd…

Naszymi towarzyszami byli Konsul Republiki Bialorusi wraz z malzonka. Oboje bardzo sympatyczni, kazali sobie mowic po imieniu, mniej wiecej po 4 butelce wina.

Pozniej udalismy sie na sale glowna, wlasciwie do jej lozy honorowej, gdzie siedzialo jakies mnieej wiecej 300 osob... .

Przedstawienie poprzedzone bylo masa przemowien,co mniej wytrzymali lub bardziej winem zmozeni zasypiali raz po raz.

Sama sztuka opowiada historie nieszczesliwej milosci oraz braku poboznosci synowskiej. Jednak to nie fabula oczarowala wszystkich. Kompozycja swiatel, dzwiekow, glosow, a przede wszystkim ruchu ponad setki tancerzy sprawila, ze w wielu oczach pojawily sie lzy, a w dloniach zas kieliszki lub husteczki. Zdjecia nie sa w stanie tego oddac, jednak mimo wszystko kilka wrzuce na dol. Musze jednak obiektywnie przyznac, ze to bylo najbardziej spektakularne doswiadczenie artystyczne jakie widzialem. Zakochalem sie w tym calkowicie.

Ale czlowiek glupi czasem, ze woli siedziec w hostelu… I tylko psioczy, ze mu kaza wychodzic… echhhhhh….










o wspolodczuwaniu

biuro podrozy Talaga travel zaprasza serdecznie na wycieczke do polskiego konsulatu.
Miejsce zbiorki: poczatek Nanjing Dong Lu; w poblizu pizza hut
Godzina: 7:30

miejsce zbiorki


w/w punkt charakterystyczny


no to w droge! tylko gesiego...


chociaz powinno byc luzniej... od razu widac, ze to dla bialych duzych i dzieci...


i o to jest! wyczekiwany dlugo znaczek metra!


maszyna, ktorej przeznaczenia jeszcze biale twarze nie odkryly...


metro, cos wyjatkowo pusto... za wczesnie ruszamy na to miasto...


plan linii piewszej. jedziemy od placu ludowego do hengshan lu


w metrze trzeba uwazac na wiele rzeczy,,, w kijowskim tez :P


tak wygladaja normalne stacje metra; na szczescie mala :P


tak zas wyglada siec tego metra :D Warszawa da sie lubic... ale...


na drodze do konsulatu; tak wygladaja znaki drogowe - bogu dzieki za podawanie kierunkow


drozka prowadzaca do konsulatu


sniadanka czas


tadeimonko!



na terenie konsulatu obowiazuje zakaz robienia zdjec :P
niestety droga wycieczko nie uda sie zobaczyc Wam go od srodka. Prosze zglosic sie po odbior pieniedzy w kasie firmy. Przepraszamy i dziekujemy za wspolny spacer

czwartek, 15 października 2009

o konsulacie, o praktykach, o chile i o meczach

ale zaczne od opisania wczorajszego dnia.

raz na czas zdarzaja sie tak zwane dni antyzotle. wszystko co cie otacza drazni i irytuje. a tutaj wiadomo - trzeba wstac w nocy, jechac zoltym metrem do pracy, kupic w zoltym sklepie cos do picia, i od zoltego cos na sniadanie zakupic. nastepnie przejsc przez zolta ochrone konsulatu (ci mili panowie za kazdym razem ccha doe mnie paszport... nawet 6 razy dziennie...) by wejsc do konsulatu i zajac sie.... zoltymi paszportami...
W konsulacie dowiedzialem sie ze mniej wiecej dzien taki przypada statystycznie co 2 tygodnie.. pewna osoba poweidziala, ze jej zdarzaja sie jej takie dwa okresy w roku. od nowego roku do urlopu i od urlopu do sylwestra :-P. mnie przeszlo , ale Konsul dosc szybko zobaczyl, ze do obslugi stanowiska wizowego to sie tego dnia nie andaje... dostalem wiec polska flage i obowiazek kibicowania naszym tenisitom ;-)
dzielnie stanalem an wysokoci zadania - matkowski i frystenberg wygrali w dwoch setach; kubot nawet nie musial wychodzic na kort - kontuzja przeciwnika. matka i frytka podeszli do nas (oprocz mnie bylo jeszcze 2 polakow) pogadali i kazali przyjsc na final z flagami - jak widac atmosfera nadwyraz bojowa ;-) pozniej mecz del potro (odpadl) i legendarnego Nadala, ktory wygral po pieknym i pasjonujacym Amerykaninem Blake'm w 3 setach. i pozniej kolejny z urokow S --> z obrzezy do centrum --> 2,5h

Konsulat jest bardo przyjemny. Wszyscy sie tutaj znaja (toz to nie problem --> 9 osob w firmie) i doskonale uzupelniaja.

Mnie tez jakby nie daja zbyt wiele czasu na zanudzenie sie. Tlumacze dziwne ekonomiczne rzeczy ( ang --> pol), dziwne rozmowy ( chn --> pol/ ang) i pisze mnostwo rzeczy. do tego mialem juz przyjemnosc reprezentowac konsulat (czytaj RP!!!!!!!!!!!!) na imprezie u braci naszych mniejszych Slowakow. Jak narazie co jest swietnie i bardzo mi sie podoba.

a w pokoju mieszkam z 2 facetow z chile. sa swietni. ich program dnia wyglada mniej wiecej tak :
- 5 am - powrot do domu
- 2 pm - sniadanie
- 5 pm - przyjazd do Magnolii - centre court tennisowy
- 11 pm - przyjazd do hostelu. prysznic, zmiana ciuchow i wyjscie na maisto.

codziennie slysze, ze dzis to juz koniec i w koncu pojda zobaczyc miasto... ale jakos nie dziala :D
Jak zrobie jakies inteersujace fotki to sprobuje wrzucic

poniedziałek, 12 października 2009

o imprezie, wylocie, kolejnej imprezie, Tonym - koszmarze i wielkim tenisie na niedziele.

Pozegnalismy Mikolaja godnie. My to znaczy ja i para spotkanych Polakow - zreszta z okolic Bielska. Nalezy uznac, ze Mikolaj tez sie zegnal z chinska ziemia. Porozmawialismy, potrulismy sie chinkim paliwem perfumowanym, przez niektorych nazywanych nawet wodka, ogolnie mily wieczor. Skonczyl sie on nie tak pozno, lub wlasciwie dosc wczesnie - jakies 2h przed tym jak Mikolaj mial wstawac :-) ale z potwierdzonego zrodla wiem, ze juz trafil do domu caly i zdrowy.

Mik - dzieki za towarzystwo przez ten miesiac :-) mam nadzieje, ze cos takiego sie nam jeszcze przydarzy...

Kiedy Mikolaj siedzial w samolocie, ja wybralem sie na wlasna reke do konsulatu - by go zlokalizowac, obliczyc mniej wiecej czas potrzebny etc. Moja pierwsza wizyta byla bardzo obiecujaca. Z calego personelu konsulatu pracowaly tylko 2 osoby; acz podobno to z powodu chinskich swiat. Jak sie okazuja polska dyplomacja tez sie cieszy z 60-ciu lat istnienia ChRL.

Wieczor zas spedzilem na kolejnym towarzyskim spotkaniu tym razem z Hiszpanami z hostelu.

Sobota miala uplynac w calosci jako dzien gospodarczy. Wyspac sie, zrobic pranie, pouczyc sie, przespac, pouczyc sie itd. W duzej czesci sie udalo ;-) Pranie zrobila pralnia, wyspali sie za mnie wspollokatorzy, ja sie za to pouczylem. Zamiast spokojnego wieczoru - zadzwonila Ola i wyciagnela na spotkanie. Ja zaprosilem jeszcze dwie Polki (pozdrawiam Aske i Monike), Ola zas Polke i kilku Chinczykow. Bylo bardzo przyjemnie i tanecznie. Jednak to nie koniec szalonego wieczoru.

Gdy wrocilismy do hostelu okazalo sie ze trwa przed wejsciem calkiem spora balanga. Coz zrobic... Dolaczylem. Hitem byl Tony. A wlasciwie Tony - sennykoszmar. Facet irytowal wszystkich przez pare dni i w koncu sie wczoraj przedpoludniem postanowil wyjechac z S. Wszyscy odetchneli z ulga w niemym entuzjazmie... Ale Tony koszmar postanowil nas odwiedzic okolo 2:14 w nocy... Przyszedl pomarudzil, wszyscy sie posmiali, Tony odszedl. Haslem wieczoru jednak bylo, ze Tony wroci. I WROCIL!!!!!!!!! okolo 5:28 znow stal w drzwiach. Poniewaz na kolacje byly grzyby bylbym w stanie uwierzyc, ze to po prostu halucynacja. Ale takie koszmary nie zdarzaja sie w glowach 10 ofiar jednoczesnie... Wszyscy nadal zastanawiaja sie.... WHERE IS TONY?

A dzis popoludnie uplynelo pod znakiem wielkiego tenisa. Od wczoraj trwa ATP Shanghai Masters 1000. Znacznie wczesniej obiecalem, ze jesli Agnieszka Radwanska wejdzie do finalu w WTA w Pekinie to pojde na mecz. Weszla. Do Pekinu wprawdzie nie polecialem, ale na mecz poszedlem.
Pojechalem wiec pod miasto (metro linia 1 do konca, tam zmiana na linie 5, 4 przystanki, zmiana na autobus, linia autobusowa do konca i juz jestem - czas przejazdu 2h15min) na mecz jedynego naszego reprezentanta w turnieju singlowym - Lukasza Kubota. Po bardzo ladnym i spektakularnym wystepie Kubot wygral i awansowal do turnieju glownego. Pozniej jeszcze zostalem na kolejnym meczu, lecz ten nie robil dobrego wrazenia --> zorganixywszy prowiant wyruszylem w droge powrotna.

Od jutra praktyki wiec lece sie przygotowywac ;-) pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 5 października 2009

o S, locie, swiatyni w budowie, Bundzie, mistrzu sprzedazy ulicznej i made in Shanghai

jestesmy w Szanghaju. To ostatni punkt na trasie Mikolaja, a i ja zostaje tu na dluzej.

Odwiedzilismy najwiekszy pomnik Buddy z brazu na swiecie. (HURA!) Aby sie do niego dostac trzeba pokonac ok 300 schodow (HURA!), a na gorze nic nie ma (HURA!). podobno jest piekny widok na zatoke (HURA!), ale jak przyjechalismy to byl smog i mgla (HURA!). W dodatku swiatynia pod pomnikiem jest klasztorem. Podobno. Poki co jest to plac budowy, wiec ze starozytnej swiatyni to chyba tylko zurawie. Budowlane.
Wycieczka zatem nadwyraz udana i nawet Mikolaj narzekal. Z planow Macau musielismy zrezygnowac z powodow cen. Jeden dzien wycieczki kosztowalby nas jakies 700 dolarow...

Aby zdazyc na lot musielismy wyjsc z naszego hostelu w Chungking okolo 5,30... Jak wiadomo oboje jestesmy rannymi ptaszkami, wiec rozmowa nie kleila sie za bardzo :P. dosc na tym, ze nasz paszport twierdzi, ze ja jestem w Chinach po raz 4, Mikolaj zas po raz 2. Chcialem zoorganizowac nam przed lotem sniadanie ktore nie pochodziloby z KFC, lub McD. Kupilem wiec jakas cala kupe baozi (malych pierozkow robionych na parze, ktore maja rozne nadzienia), wybralem 10 i... byly ochydne. slodkie ciasto, nijakie mieso, zapach gumy. I tak nasze ulubione chonskie sniadanko wyladowalo tym razem w koszu... Na szczescie lot Shenzen - S (shanghai to za dluga nazwa. bedzie tylko S) jest idealny, na start - napoj - obiad - napoj - deser - napoj - ladowanie ;-).

S - miasto gospodarz Expo 2010 - jest miastem techniki. Z lotniska do centrum leci sie pociagiem magnetycznym z predkoscia 431 km/h. calkiem przyjemnie. niestety z powodow zblizajacej sie wystawy, glowna promenada miasta - Bund - przypomina w/w swiatynie. Jeden wielki plac budowy. Niestety.

Wczoraj spotkalismy sie z Ola, ktora studiuje w tym roku tutaj. Wziela nas na spacer po miescie i pokazala kilka fajnych miejsc. Tutaj tez pilismy jednego z najlepszych drinkow. MADE IN SHANGHAI jest duzy, zielony, slodki z nutka goryczy, no i tani. Idealny wiec na impreze przywitalna.

Dzis S okazal sie jak sloik po cukrze - i slodki i pusty. (pozdrowienia dla kabaratu pod ta nazwa). Pusty pod wzgledem atrakcji do zwiedzania. Odwiedzilismy swiatynie, dzielnice francuska, stare miasto, park Yu Yuan - i nic nas nie zachwycilo i nic nie zaparlo dechu w piersiach. Jednak w zgodnej opinii miasto uznajemy za interesujace i godne uwagi. To dowod na to, ze atmosfera moze byc wazniejsza od pojedynczego zabytku.

Hit dla tych cierpliwych, ktorzy czytaja notki w calosci :P
Jak powszechnie wiadomo nie nosze zegarkow. Nie przepadam za nimi, przeszkadzaja mi, no po prostu nie przepadamy za soba i nie przecinamy swoich swiatow. Wszystko powyzsze dotyczy podrobek, dresow z 12 paskami, koszulek w jaszczurki zamiast krokodyli itd.
Zatem kupilem dzis sobie podrobiony zegarek Rolex. Dlaczego? nie wiem. Pan (jeden z miliona) z zezem podszedl proponujac kupno zegarkow (miliona). rzucilem okiem, ciezko to nawet nazwac zainteresowaniem. Panu wystarczylo. Przykleil sie i nie dal odkleic. Wyjmowal zawartosc torby podajac jakies zabawne liczby za "Rolexa z certyfikatem". Jeden mi sie spodobal, zawiesilem oko na dluzej i juz wyladowal w mojej rece. "Normalnie 500Y, ale specjalna oferta dla Ciebie <> 350". Podziekowalem uprzejmie i odchodze. Pan za mna. Ile, pyta, jestem gotow dac za ten zegarek. Rzucilo sie odpowiedz: 50Y. Pan sie oburzyl i juz wygladal jakby odchodzil. Przejelo sie tym znacznie oczywiscie. Pan zauwazyl, ze nie wywolal zadnej reakcji i sie zgodzil. Sprzedal za 50Y.... Pozniej, gdy zaatakowal mnie inny, i spytal ile zaplacilem; rzekl, ze to nie mozliwe...

Ale historia ta nie ma happy end'u. Pan mnie oszukal przy wydawaniu reszty. Zamiast 20 Y wydal mi podobnie wygladajace 20 rubli ... bialoruskich. Jutro tam wroce, wydlubie mu zdrowe oko i wytne nerki. Oko powiesze na drzwiach hostelu w S, aby wszyscy wiedzieli co ich czeka za oszustwo, nerki - przeciez wiecie :P

AAAAAA
i najwazniejsze: serdeczne pozdrowienia dla wszystkich, a zwlaszcza dla p. Malgorzaty i mojej Mamy ;-)

piątek, 2 października 2009

o jesiennych rozrywkach, grach narodowych, morzu i cenach z kosmosu

Pozdrawiamy sedeczenie z Hongkongu.
Zachecamy wszystkich do aktynwego komentowania, tak to nawet nie wiemy czy ktos to czyta...

Pomiedzy Lijiangiem a Guangzhou zatrzymalismy sie na pare godzin w Dali - duzym miescie uroczo polozonym w gorach. No i jeszcze ze starozytna swiatynia i slynnymi pagodami. Towarzyszyla nam Natalia - Finka podrozujaca samotnie po Azji, z ktora Mikolaj zwiedzal Wawoz Skaczacego Tygrysa w Lijiang. Podjeta przeze mnie proba swatania zakonczyla sie calkowitym niepowodzeniem... ech...

Po Kantonie postanowilismy troche pospacerowac, zwlaszcza, ze pogoda sie zdecydowanie poprawila: wilgotnosc ta sama i w dodatku goraco... taka uliczna sauna. Jako kulturoznawcza ciekawostke dodam, ze idac ulica uzbieralem 25 wizytowek "masazystek", gdzie na odwrocie znalezc mozna info, ze to rosjanki. Zachowujac naukowa dokladnosc nalezy dodac, ze chlopcy, dziewice, modelki, uczennice rowniez masuja...

Szybka kolej Guangzhou - Shenzen to wynalazek, ktorego Europa powinna Chinom zdecydowanie zazdroscic. Dystans prawie 200 km pokonuje w godzine. Przyjemnie, szybko i z klimatyzacja.

Chungking Mansions to chyba jedna z najwiekszych atrakcji HongKongu. 17pietrowy budynek pelen hoteli, guesthousow, a wszystkie male, brudne, roznorodne etnicznie i .. drogie. Miejsce to jest powszechnie znane, a w/w masazystki kreca sie miedzy Hindusami i Arabami probujacymi sprzedac wszystko od garniturow i zegarkow po aparaty fotograficzne i dentystyczne. Kupcow na nerki Mikolaja tez udalo sie znalezc ;-)

Wczoraj Chinska Republika Ludowa obchodzila swoje 60 - urodziny. Swietowac musiala kazda prowincja, miasto, dzielnica, rodzina, ludzka dusza... Wielkie obchody w Pekinie (z paraada wojskowa),i m.in. Lhasie, Sydney, Guangzhou (gdzie bylismy rano) i Hongkongu (gdzie bylismy wieczorem) - cale Chiny hymnem i fajerwerkami stoja.

Dzis, 2 pazdziernika, wyladowalismy na plazy. temperatura (wg termometru na budce ratownika) powietrza 35, wody 31... A Wy jak spedzacie poczatek roku akademickiego?

hongKong jest jakies 4-5 razy dorzszy niz Chiny kontynentalne (oczywiscie poza duzymi miastami)... Nawet spotkani w ChungKing Mansions Aglicy narzekaja... My na szczescie dla naszych portfeli wylatujemy w niedziele.

pozdrawiamy serdecznie i do uslyszenia

zdjecia cz III

"Niech zyje nam Chinska Republika Ludowa i to nie tylko kolejne 100 lat"

Hongkong by night

zdjecia cz II

Hongkong sie cieszy...


"trzy na Tajwan, kilka na Tybet?" 100 lat...


keep smiling ;-)


proba pisania w znakach na niebie lepsza niz fotki z niej


zolta rzeka wraca z obchodow....


u was tez taka pogoda?


mam nadzieje, ze troche chlodniej bo tutaj tak naprawde nawet kapiel w morzu nie przynosi ulgi... temp wody 31 stopni.. ech --> katorga


mikolaj i fontanny - odc I


i odcinek II


najwyzsi w HK ;-)

zdjecia



manifestacja Falung Dafa w HongKongu



tranwaj zwany kolejka gorska, czesto pozadany



victoria peak




hongkong - szklo i szklo i ogrody



central



kwiaty na obchody 60 urodzin



my i pagoda



i czesc z pozostalych



pomnik jednego z 500 archatow



Dali