Poznalem tutaj swietnego Szweda. Martin jest zakreconym i swietnym towarzyszem. Najpierw kilku imprez, a dzis wycieczki. Zerwalem sie z konsulatu po jakis kilku godzinach by pojechac do wodnego miasta o nazwie Zhujiajiao. Bardzo przyjemne i ciche, w stylu zalanego kanalami Suzhou. Zdjecia postaram sie dorzucic.
No i z dziwnym jedzeniem. Zdecydowanie za dziwnym, Mianowicie nie jestem w stanie wytlumaczyc co jedlismy bo nie mam pojecia. Jedynym rozpoznawalnym etapem byly kasztany i jajka.... Ale efekt koncowy jest calkiem udany. jak sie dowiem co to bylo sporbuje znalezc przepis...
Bylismy tez na wspolnej wycieczce po S. Pojechalismy na dzielnice francuska i wracalismy pieszo... weszlismy przy okazji do salonu Barbie. Calkiem rozowo i blond. I musze przyznac ze wiele osob patrzylo na nas dosc dziwnie, gdy dowch facetow szwedalo sie po barbie spa.... Ale mam przynajmniej wrazenie , ze wsrod tych blond slicznotek wzroslo nam troche IQ, ale obnizyl sie poziom pewnosci siebie...
A no i czas na roznice kulturowe. Szwedzi sa blizsi chinczykom niz ja. MArtin pluje na ulice i rzuca jedzeniem. To ciekawe, zaobserwowac jak jedno dosc male morze potrafi spowodowac roznice kulturowa. Twierdzi jednak, ze to przez za dlugie przebywanie z Zoltymi, I ze jesli pojawi sie w Polsce to nauczy sie pic wodke bez przepity. Trzymamy za slowo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz