przyjechalismy do kantonu, miasta gdzie mowi sie o ludziach, ze jedza wszystko co ma nogi za wyjatkiem krzesel, wszystko co lata za wyjatkiem samolotow i wszytsko co plywa z wyjatkiem duzych lodzi podwodnych (aaa male??!!).
poki co na pierwszy posilek namowilem mikolaja w ... KFC, gdzie jak sama nazwa mowi jadlem... krewetki.
pogoda w tym miescie jest istnie jesienno-zwrotnikowa: deszczowa szaruga przy temperaturze 36 stopni i wilgotnosci powietrza pewnie wiecej niz 100%.... oddycha sie jak w basenie... ale przywykniemy. oby... a poki co to mamy 24h/doba prysznic. to dosc sterylne jak na chiny rozwiazanie.
a jak o sterylnej czystosci mowa... jechalismy nasza ostatnia wspolna podroz w hardseat. tym razem, aby zapamietac do konca zycia byla to podroz 24godzinna. a zeby roznice uwypuklic to noc wczesniej spedzilismy w wagonie z lozkami, gdzie bylo cieplo, slodko, przytulnie i gdzie spotkalismy... Polakow. A jak Polak Polaka spotyka w pociagu to pojawia sie wodeczka, ciasteczka; jednym slowem imprezka. a wszystko przepijane zielona herbata....
jutro zwiedzanie miasta; pozniej hongkong.
ps
jestem juz niemal zdrowy, ale za to stracilem ladowarke do komorki wiec dostepny tylko mailowo....
środa, 30 września 2009
niedziela, 27 września 2009
zdjecia
Budda DaFo - najwiekszy pomnik siedzacego Buddy

Budda DaFo i uczen; ktory przerosnie Mistrza

Awalokiteswara, lub w chinskiej wersji Guanyin, czyli pomnik faceta, ktory stal sie kobieta. za co dostal 1000 rak

Raj Mikolaja: schody, swiatynie, tysiace pomnikow....

poczatek najwiekszego lezacego Buddy; (to ten co pozniej nie ma brzuszka)

gdzies pod szyja lezacego Buddy

paaaaanda ! paaaanda !

zabawa malych pand; 30 sekund pozniej obie byly na ziemi...

wymaga komentarza?

czapeczka, w ktorej chce przyjsc na egzamin z Islamu

widok z okna w LiJiangu

herbaciarnia

soooo chinese....

w parku Gory Nefrytowego Smoka
Budda DaFo i uczen; ktory przerosnie Mistrza
Awalokiteswara, lub w chinskiej wersji Guanyin, czyli pomnik faceta, ktory stal sie kobieta. za co dostal 1000 rak
Raj Mikolaja: schody, swiatynie, tysiace pomnikow....
poczatek najwiekszego lezacego Buddy; (to ten co pozniej nie ma brzuszka)
gdzies pod szyja lezacego Buddy
paaaaanda ! paaaanda !
zabawa malych pand; 30 sekund pozniej obie byly na ziemi...
wymaga komentarza?
czapeczka, w ktorej chce przyjsc na egzamin z Islamu
widok z okna w LiJiangu
herbaciarnia
soooo chinese....
w parku Gory Nefrytowego Smoka
czwartek, 24 września 2009
o przewrotnosci i zlosliwosci rzeczy (jeszcze nie) martwych.
Lijiang okazal sie niezmiennie wciagajacy. dlatego tez. pomimo, ze Nicolas wyjezdza jutro zobaczyc jedno z najpieknieszych miejsc w Chinach (Wawoz Skaczacego Tygrysa), ja zostane w hostelu. Zjem na obiad pizze, na kolacje zas: kubelek w KFC. I fakt, ze jestem dosc mocno przeziebiony i cholernie oslabiony nie ma z tym nic wspolnego. Nic, a nic. Oczywiscie.
Wcale nie zywie zalu ani do tej sweeetasnej choroby, ani do losu kolei. Toz to nawet wdzieczny byc powinnienem za mozliwosc spedzenia w Lijiang 2 dni sam na sam z mastem....
A teraz z innej beczki (czarki?). 3 najczesciej zadawane mi pytania po kilku chwilach rozmowy; nie wazne czy po chinsku, czy angielsku:
- Skad jestescie?
- Jak podobaja sie Wam Chiny?
- Czy Ty (Jas) jestes jego (Mikolaja) ojcem?
zostawie to bez komentarza.... i ide sie ogolic....
kupilismy bilet z kunmingu do kantonu. 24h na twardych krzeselkach.... az sie doczekac moje posladki nie moga...
ale to jeszcze nie koniec. czeka nas podroz z kantonu do szanghaju - przypuszczalnie ok 48h. :D:D:D
lecz powiem w sekrecie, ze zamierzam przekonac Mikiego do samolotu... nie wiem tylko, czy jestesmy w stanie darowac sobie "rozkosz" takiego przejazdu, ot tak po prostu. :P Sadzicie, ze przekonam go mozliwoscia zwiedzania jakiejs swiatynki w okolicach Szanghaju? Oby...
Zdjec nadal nie udalo sie wrzucic. obiecuje sprobowac jeszcze raz pozniej.
Wcale nie zywie zalu ani do tej sweeetasnej choroby, ani do losu kolei. Toz to nawet wdzieczny byc powinnienem za mozliwosc spedzenia w Lijiang 2 dni sam na sam z mastem....
A teraz z innej beczki (czarki?). 3 najczesciej zadawane mi pytania po kilku chwilach rozmowy; nie wazne czy po chinsku, czy angielsku:
- Skad jestescie?
- Jak podobaja sie Wam Chiny?
- Czy Ty (Jas) jestes jego (Mikolaja) ojcem?
zostawie to bez komentarza.... i ide sie ogolic....
kupilismy bilet z kunmingu do kantonu. 24h na twardych krzeselkach.... az sie doczekac moje posladki nie moga...
ale to jeszcze nie koniec. czeka nas podroz z kantonu do szanghaju - przypuszczalnie ok 48h. :D:D:D
lecz powiem w sekrecie, ze zamierzam przekonac Mikiego do samolotu... nie wiem tylko, czy jestesmy w stanie darowac sobie "rozkosz" takiego przejazdu, ot tak po prostu. :P Sadzicie, ze przekonam go mozliwoscia zwiedzania jakiejs swiatynki w okolicach Szanghaju? Oby...
Zdjec nadal nie udalo sie wrzucic. obiecuje sprobowac jeszcze raz pozniej.
wtorek, 22 września 2009
o spelnionych zyczeniach i niedotrzymanych obietnicach
a wlasciwie w odmiennej kolejnosci. chcielibysmy bardzo przeprosic ze nie dotrzymalismy slowa i nie zamiescilismy posta z chengdu. jedyne co mamy na swoje wytlumaczenie to brak czasu i komputera....
zatem pierwszy dzien w chengdu minal nam na odpoczynku i dniu gospodarczym. nastepnego ranka pojechalismy ogladac wielkie pomniki buddy, 71 metrowy siedzacy i 171 metrowy lezacy; tylko ze ten drugi jakby bez brzuszka sobie lezy. w leshan gdzie znajduja sie oba pomniki, mielsimy nieprzyjemnie wygladajaca stuczke samochodowa. na szczescie nikomu nic sie nie stalo; tylko kierowca zostaw sam z czesciami do zbierania. a my wzielismy taksowke i na dworzec.
kolejny dzien to swieto dla nas obojga - rano dla mnie bo jedziemy do pand; pozniej do swiatyni zielonego barana; czyli tam gdzie chcial Mikolaj. dzien zaczal sie ciezko; 45 minut czekania na autobus; pozniej 50 jazdy. pod brama o 9:45 a pandy kolo 10:00 ida spac... ale byly laskawe i pokazaly sie calkiem obficie. ze tak powiem... a pozniej swiatynia okazala sie swiatynia... ot co... /mikolaj dodaje: rewelacyjna swiatynia.../
24h jazdy i jestesmy w LIJIANGG. bedac tutaj 2 lata temu zawiesilem na drzewie zyczen tabliczke z napisem: "tu kiedys wrocic".... i dzis sie udalo...bardzo sie ciesze z tego powodu...
jutro zwiedzania miasta; pozniej gory...
zatem pierwszy dzien w chengdu minal nam na odpoczynku i dniu gospodarczym. nastepnego ranka pojechalismy ogladac wielkie pomniki buddy, 71 metrowy siedzacy i 171 metrowy lezacy; tylko ze ten drugi jakby bez brzuszka sobie lezy. w leshan gdzie znajduja sie oba pomniki, mielsimy nieprzyjemnie wygladajaca stuczke samochodowa. na szczescie nikomu nic sie nie stalo; tylko kierowca zostaw sam z czesciami do zbierania. a my wzielismy taksowke i na dworzec.
kolejny dzien to swieto dla nas obojga - rano dla mnie bo jedziemy do pand; pozniej do swiatyni zielonego barana; czyli tam gdzie chcial Mikolaj. dzien zaczal sie ciezko; 45 minut czekania na autobus; pozniej 50 jazdy. pod brama o 9:45 a pandy kolo 10:00 ida spac... ale byly laskawe i pokazaly sie calkiem obficie. ze tak powiem... a pozniej swiatynia okazala sie swiatynia... ot co... /mikolaj dodaje: rewelacyjna swiatynia.../
24h jazdy i jestesmy w LIJIANGG. bedac tutaj 2 lata temu zawiesilem na drzewie zyczen tabliczke z napisem: "tu kiedys wrocic".... i dzis sie udalo...bardzo sie ciesze z tego powodu...
jutro zwiedzania miasta; pozniej gory...
piątek, 18 września 2009
o terakotowym komarze, meczecie, Kanadyjce z Taipei, Dwoch Wiezach i rajskim dniu Mikolaja
Pingyao. W srodku nocy, czyli mniej wiecej o 8 wsiadamy na rower podwojny i jedziemy zobaczyc oddalony o kilka kilometrow klasztor buddyjski. niespodziewanie nie jest on zalany tlumem turystow i nie jest cukierkowo odremontowany. to bardzo mile novum podczas tego wyjazdu.
Po powrocie do centrum Mikolaj laduje w swym 7 niebie. mamy 6 godzin by odwiedzic 20 obiektow. bankow (a wlasciwie muzeow w ich dawnych siedzibach) swiatyn, itd. Dla mnie wszystko po 3 obiekcie wygladalo tak samo, jednak zainteresowanie z jakim Miki ogladal 4354342 waze, czy 1254744 garnuszek wzbudzilo we mnie przeswiadczenie, ze albo nie jestem wrazliwy na piekno chinskiej sztuki. albo ze Miki to cyborg...
Po spedzonych w hardseaterze 9 godzinach bylismy obydwoje wyczerpani. mowiac dalikatnie nie trafilismy na najleszych kompanow podrozy. trudno - raz na wozie; raz w hardseaterze. na stacji w Pingyao spotkalismy spora grupe bialych twarzy, w tym Kanadyjke, ktora mieszka od 5 lat w Taipei (tajwan). Towarzyszyla nam ona zarowno wczoraj, jak i dzis(patrz zdjecie :P) , a jak dobrze pojdzie to sie jeszcze na trasie spotkamy.
w centrum xi'an znajduja sie dwie niemal blizniacze wieze: (tak tak, bylo na cywilizacji konfucjanskiej :P) Dzwonow i Bebnow. Udalo mi sie zabrac Mikiego i Crystine na pokazy gry na obu tych instrumentach, a w dodatku zobaczylismy calkiem mily widok miasta po zmroku.
w xi'an zamieszkuje rowniez sporo wyznawcow islamu. znajduje sie tutaj meczet, ktory architektonicznie moglby zastapic zarowno swiatynie konfucjanska jak i buddyjska. i skandal: nie ma biletow studenckich... i to nawet dla mnie i Mikiego - studentow uniwersytetu pekinskiego ;-)
czy ktos z Was ogladal Mumie 3? pojechalismy dzis poza miasto by zobaczyc slynna Teraktowa Armie. wsrod wielu terakotowych gadzetow typu zolnierze, lucznicy, konie i bronie (chwala bogu - cesarz Qin ShiHuang nie znal sloni) musial byc... terakotowy komar. podczas robienia jednego ze zdjec - uzarl mnie w reke i uciekl... czy zatem stane sie Terakotowym Zolnierzem?
Jesli nie - to odezwiemy sie z Chengdu, gdzie na mnie czekaja Pandy, na Mikiego klasztor w ktorym Laozi przekazal ksiege Daodejing (tutaj Mik dopowiada: straznikowi na przeleczy- bo to przeciez bardzo wazne....)
jas - XIX wieczny bankier chinski

wieza bebnow po zmroku

Cristine, Miki, so-called Eric i ja; i w koncu pogadalem po hiszpansku :D:D

jas rozbawiony chinglish'em

xi'an noca

terrakota

looking into your fathers eyes....
Po powrocie do centrum Mikolaj laduje w swym 7 niebie. mamy 6 godzin by odwiedzic 20 obiektow. bankow (a wlasciwie muzeow w ich dawnych siedzibach) swiatyn, itd. Dla mnie wszystko po 3 obiekcie wygladalo tak samo, jednak zainteresowanie z jakim Miki ogladal 4354342 waze, czy 1254744 garnuszek wzbudzilo we mnie przeswiadczenie, ze albo nie jestem wrazliwy na piekno chinskiej sztuki. albo ze Miki to cyborg...
Po spedzonych w hardseaterze 9 godzinach bylismy obydwoje wyczerpani. mowiac dalikatnie nie trafilismy na najleszych kompanow podrozy. trudno - raz na wozie; raz w hardseaterze. na stacji w Pingyao spotkalismy spora grupe bialych twarzy, w tym Kanadyjke, ktora mieszka od 5 lat w Taipei (tajwan). Towarzyszyla nam ona zarowno wczoraj, jak i dzis(patrz zdjecie :P) , a jak dobrze pojdzie to sie jeszcze na trasie spotkamy.
w centrum xi'an znajduja sie dwie niemal blizniacze wieze: (tak tak, bylo na cywilizacji konfucjanskiej :P) Dzwonow i Bebnow. Udalo mi sie zabrac Mikiego i Crystine na pokazy gry na obu tych instrumentach, a w dodatku zobaczylismy calkiem mily widok miasta po zmroku.
w xi'an zamieszkuje rowniez sporo wyznawcow islamu. znajduje sie tutaj meczet, ktory architektonicznie moglby zastapic zarowno swiatynie konfucjanska jak i buddyjska. i skandal: nie ma biletow studenckich... i to nawet dla mnie i Mikiego - studentow uniwersytetu pekinskiego ;-)
czy ktos z Was ogladal Mumie 3? pojechalismy dzis poza miasto by zobaczyc slynna Teraktowa Armie. wsrod wielu terakotowych gadzetow typu zolnierze, lucznicy, konie i bronie (chwala bogu - cesarz Qin ShiHuang nie znal sloni) musial byc... terakotowy komar. podczas robienia jednego ze zdjec - uzarl mnie w reke i uciekl... czy zatem stane sie Terakotowym Zolnierzem?
Jesli nie - to odezwiemy sie z Chengdu, gdzie na mnie czekaja Pandy, na Mikiego klasztor w ktorym Laozi przekazal ksiege Daodejing (tutaj Mik dopowiada: straznikowi na przeleczy- bo to przeciez bardzo wazne....)
jas - XIX wieczny bankier chinski
wieza bebnow po zmroku
Cristine, Miki, so-called Eric i ja; i w koncu pogadalem po hiszpansku :D:D
jas rozbawiony chinglish'em
xi'an noca
terrakota
looking into your fathers eyes....
poniedziałek, 14 września 2009
pingyao
przyjechalismy do pingyao, miasteczka o ktorym przewodnik wspomina, ze ma ladne okolice, a tak naprawde to centrum robi wrazenie. jak tylko weszlismy w obreb murow starego miasta to od razu pozalowalismy, ze zostajemy tu tylko jedna noc. jedna, bo jutro nocnym pociagiem jedziemy do xi'an.
zdjecia
no to startujemy ;-)

helsinki

mikolaj czyta mi bajke o rasputinie, czyli jak zabic czas czekajac na lot

WRESZCIE! lecz... plac bramy niebianskiego spokoju zamkniety /na szczescie na 1 dzien/

kto smie twierdzic ze w chinach nie ma wolnosci?

mikolaj i swiatynia nieba; wspolna kontemplacja

jas i mao; spotkanie po latach przy brydzu

przed walka ze smokami 2 / 2

wiele schodow - wielki mur;
zamach na placu ;-) czyli pokazy sztucznych ogni
helsinki
mikolaj czyta mi bajke o rasputinie, czyli jak zabic czas czekajac na lot
WRESZCIE! lecz... plac bramy niebianskiego spokoju zamkniety /na szczescie na 1 dzien/
kto smie twierdzic ze w chinach nie ma wolnosci?
mikolaj i swiatynia nieba; wspolna kontemplacja
jas i mao; spotkanie po latach przy brydzu
przed walka ze smokami 2 / 2
wiele schodow - wielki mur;
zamach na placu ;-) czyli pokazy sztucznych ogni
niedziela, 13 września 2009
CHINY!! CHINY!! CHINY!!
przepraszam, ze pisze dopiero teraz, ale siedziec na internecie kiedy tyle sie w kolo dzieje to po prostu nie wypada.
z gory przepraszam (takie thanks from a mountain) za:
1) brak zdjec
2) brak polskich znakow
zatem po kolei.
lot minal nam bardzo przyjemnie i milo. helniski okazaly sie miastem bardzo przyjaznym i ciekawym. poznym nocny lot do Pekinu i ... pierwszy sprawdzian mojego chinskiego. okazuje sie ze test zdalem, bo dostalismy odpowiednie bilety do odpowiedniego miejsca i w odpowiedniej ilosci ;-)
tuz po przylocie zafundowalem mikolajowi spacer po hutongach. z plecakami. ale to tylko dlatego ze nie moglismy znalezc hostelu pomimo adresu i mapy..... ech... hutongi. idziesz; juz jestes; a tu zakret i czarna dupa; pierwszego dnia pozniejszym populdniej spacer po tiananmen (placu; nie bramie) i swiatynia nieba; czyli mikolaja pierwszy zachwyt - na kolacje kaczka po pekinsku
drugiego dnia zakazane miasto i palac letni. czyli mikolaja zachwyt ciag dalszy ;-) musze przyznac ze w pelni uzasadniony. pozniej pyszna kolacja (mikolaj - kurczak gongbao; ja - ryba w chili)
dzien trzeci przeszedl pod znakiem muru chinskiego i lekkiej aklimatyzacji; a takze wieczornego spaceru po miescie. i coz za niespodzianka... na chinskim murze wielka liczba zoltej rzeki... (tutaj pojawila sie pewna zagadka ktora powstala w wielkim scisku przy jednej z bram na murze - podlega ona jednak cenzurze wiec jesli jestes wrazliwa/y przejdz do kolejnego akapitu). pytanie brzmi: dlaczego zolta biegunka jest lepsza od kupy zoltej? biegunka szybciej przechodzi przez zwezenia.....
dzis pochodzilismy po swiatyniach i miescie (bo to zdecydowanie nie wioska) olimpijskiej.
nadjezdza nasz pociag do pingyao. musze leciec.
do uslyszenia w najblizszych dniach
z gory przepraszam (takie thanks from a mountain) za:
1) brak zdjec
2) brak polskich znakow
zatem po kolei.
lot minal nam bardzo przyjemnie i milo. helniski okazaly sie miastem bardzo przyjaznym i ciekawym. poznym nocny lot do Pekinu i ... pierwszy sprawdzian mojego chinskiego. okazuje sie ze test zdalem, bo dostalismy odpowiednie bilety do odpowiedniego miejsca i w odpowiedniej ilosci ;-)
tuz po przylocie zafundowalem mikolajowi spacer po hutongach. z plecakami. ale to tylko dlatego ze nie moglismy znalezc hostelu pomimo adresu i mapy..... ech... hutongi. idziesz; juz jestes; a tu zakret i czarna dupa; pierwszego dnia pozniejszym populdniej spacer po tiananmen (placu; nie bramie) i swiatynia nieba; czyli mikolaja pierwszy zachwyt - na kolacje kaczka po pekinsku
drugiego dnia zakazane miasto i palac letni. czyli mikolaja zachwyt ciag dalszy ;-) musze przyznac ze w pelni uzasadniony. pozniej pyszna kolacja (mikolaj - kurczak gongbao; ja - ryba w chili)
dzien trzeci przeszedl pod znakiem muru chinskiego i lekkiej aklimatyzacji; a takze wieczornego spaceru po miescie. i coz za niespodzianka... na chinskim murze wielka liczba zoltej rzeki... (tutaj pojawila sie pewna zagadka ktora powstala w wielkim scisku przy jednej z bram na murze - podlega ona jednak cenzurze wiec jesli jestes wrazliwa/y przejdz do kolejnego akapitu). pytanie brzmi: dlaczego zolta biegunka jest lepsza od kupy zoltej? biegunka szybciej przechodzi przez zwezenia.....
dzis pochodzilismy po swiatyniach i miescie (bo to zdecydowanie nie wioska) olimpijskiej.
nadjezdza nasz pociag do pingyao. musze leciec.
do uslyszenia w najblizszych dniach
wtorek, 8 września 2009
poniedziałek, 7 września 2009
wycieńczony
Udało się. Załatwiłem prawie wszystkie rzeczy przedwyjazdowe... zostało "tylko pakowanie". najpierw stos prasowania, poźniej pakowania, pózniej to wszystko ogarnąć i fruuuu
niedziela, 6 września 2009
lekkie zamieszanie
z racji na wczorajszy egzamin organizacja wyjazdu zaczęła kuleć i wszystko spadło na później. Tak więc na liście "do zrobienia" są jeszcze:
- przygotować papiery z praktyk
- odebrać przewodnik
- kupić bilet
- przygotować samochód
- zakupy
- telefon do prof. Grzybowskiego
- apteka
- rekrutacja na badania w pracy
- fryzjer
- PAKOWANIE
- przygotować papiery z praktyk
- odebrać przewodnik
- kupić bilet
- przygotować samochód
- zakupy
- telefon do prof. Grzybowskiego
- apteka
- rekrutacja na badania w pracy
- fryzjer
- PAKOWANIE
piątek, 4 września 2009
Zhōngguó , czyli Państwo Środka
a wlaściwie 中华人民共和国 Zhōnghuá Rénmín Gònghéguó (Chińska Reblika Ludowa) obejmuje historyczne Chiny (bez Tajwanu) oraz Tybet i inne ziemie w Azji Środkowej zamieszkane w sumie przez 56 grup etnicznych. Chiny to najludniejsze państwo świata o populacji przekraczającej 1,3 mld osób. Pod względem powierzchni jest 4. na świecie, co oznacza, że zajmuje terytorium porównywalne z Europą. Dlatego też mam świadomość, że nie da się poznać tego kraju w całości. Ale zawsze można spróbować...
Moje doświadczenia z Chinami mówią mi, że jest to kraj niezwykle różnorodny. Podczas wyjazdu spróbuję udowodnić Wam, że nie istnieje pojęcie "kuchni chińskiej", "języka chińskiego", czy "pogody w Chinach". Północ a południe to dwa różne światy. Tak jak Finlandia i Portugalia.
czwartek, 3 września 2009
plan na pierwszy miesiąc wygląda tak....
... a trasa biegnie następująco:Beijing --> Taiyuan --> Pingyao --> Xi'an --> Chengdu --> Leshan --> Lijiang --> Dali --> Kunming --> Guilin --> Shenzhen --> Hongkong--> Guangzhou --> Shanghai
Jak to zwykle z planami wygląda jesteśmy przekonani, że w/w trasa ulegnie zmianie. Ale jakiś pomysł warto mieć...
To plan na moją i Mikołaja wspólną podróż. Gdy Mikołaj wyleci ja zostanę na ok miesiąc w Shanghaiu, później zaś mam czas wolny. Macie jakieś propozycję co mam robić :P?
środa, 2 września 2009
został niecały tydzień
został niecały tydzień więc postanowiłem już otworzyć ten krótki raport wyjazdowy.
Wylot już w najbliższą środę z Warszawy o 9:40.
Będę tu umieszczał historyjki o azjatyckich przygodach dwójki niepoważnych podróżnych. A i w razie możliwości również zdjęcia :P
Serdecznie zapraszam do lektury i umieszczania komentarzy
wasz
yangxi
Wylot już w najbliższą środę z Warszawy o 9:40.
Będę tu umieszczał historyjki o azjatyckich przygodach dwójki niepoważnych podróżnych. A i w razie możliwości również zdjęcia :P
Serdecznie zapraszam do lektury i umieszczania komentarzy
wasz
yangxi
Subskrybuj:
Posty (Atom)