niedziela, 13 września 2009

CHINY!! CHINY!! CHINY!!

przepraszam, ze pisze dopiero teraz, ale siedziec na internecie kiedy tyle sie w kolo dzieje to po prostu nie wypada.
z gory przepraszam (takie thanks from a mountain) za:
1) brak zdjec
2) brak polskich znakow
zatem po kolei.

lot minal nam bardzo przyjemnie i milo. helniski okazaly sie miastem bardzo przyjaznym i ciekawym. poznym nocny lot do Pekinu i ... pierwszy sprawdzian mojego chinskiego. okazuje sie ze test zdalem, bo dostalismy odpowiednie bilety do odpowiedniego miejsca i w odpowiedniej ilosci ;-)

tuz po przylocie zafundowalem mikolajowi spacer po hutongach. z plecakami. ale to tylko dlatego ze nie moglismy znalezc hostelu pomimo adresu i mapy..... ech... hutongi. idziesz; juz jestes; a tu zakret i czarna dupa; pierwszego dnia pozniejszym populdniej spacer po tiananmen (placu; nie bramie) i swiatynia nieba; czyli mikolaja pierwszy zachwyt - na kolacje kaczka po pekinsku

drugiego dnia zakazane miasto i palac letni. czyli mikolaja zachwyt ciag dalszy ;-) musze przyznac ze w pelni uzasadniony. pozniej pyszna kolacja (mikolaj - kurczak gongbao; ja - ryba w chili)

dzien trzeci przeszedl pod znakiem muru chinskiego i lekkiej aklimatyzacji; a takze wieczornego spaceru po miescie. i coz za niespodzianka... na chinskim murze wielka liczba zoltej rzeki... (tutaj pojawila sie pewna zagadka ktora powstala w wielkim scisku przy jednej z bram na murze - podlega ona jednak cenzurze wiec jesli jestes wrazliwa/y przejdz do kolejnego akapitu). pytanie brzmi: dlaczego zolta biegunka jest lepsza od kupy zoltej? biegunka szybciej przechodzi przez zwezenia.....

dzis pochodzilismy po swiatyniach i miescie (bo to zdecydowanie nie wioska) olimpijskiej.

nadjezdza nasz pociag do pingyao. musze leciec.
do uslyszenia w najblizszych dniach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz