wtorek, 22 września 2009

o spelnionych zyczeniach i niedotrzymanych obietnicach

a wlasciwie w odmiennej kolejnosci. chcielibysmy bardzo przeprosic ze nie dotrzymalismy slowa i nie zamiescilismy posta z chengdu. jedyne co mamy na swoje wytlumaczenie to brak czasu i komputera....

zatem pierwszy dzien w chengdu minal nam na odpoczynku i dniu gospodarczym. nastepnego ranka pojechalismy ogladac wielkie pomniki buddy, 71 metrowy siedzacy i 171 metrowy lezacy; tylko ze ten drugi jakby bez brzuszka sobie lezy. w leshan gdzie znajduja sie oba pomniki, mielsimy nieprzyjemnie wygladajaca stuczke samochodowa. na szczescie nikomu nic sie nie stalo; tylko kierowca zostaw sam z czesciami do zbierania. a my wzielismy taksowke i na dworzec.

kolejny dzien to swieto dla nas obojga - rano dla mnie bo jedziemy do pand; pozniej do swiatyni zielonego barana; czyli tam gdzie chcial Mikolaj. dzien zaczal sie ciezko; 45 minut czekania na autobus; pozniej 50 jazdy. pod brama o 9:45 a pandy kolo 10:00 ida spac... ale byly laskawe i pokazaly sie calkiem obficie. ze tak powiem... a pozniej swiatynia okazala sie swiatynia... ot co... /mikolaj dodaje: rewelacyjna swiatynia.../

24h jazdy i jestesmy w LIJIANGG. bedac tutaj 2 lata temu zawiesilem na drzewie zyczen tabliczke  z napisem: "tu kiedys wrocic".... i dzis sie udalo...bardzo sie ciesze z  tego powodu... 

jutro zwiedzania miasta; pozniej gory...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz