Odwiedzilismy najwiekszy pomnik Buddy z brazu na swiecie. (HURA!) Aby sie do niego dostac trzeba pokonac ok 300 schodow (HURA!), a na gorze nic nie ma (HURA!). podobno jest piekny widok na zatoke (HURA!), ale jak przyjechalismy to byl smog i mgla (HURA!). W dodatku swiatynia pod pomnikiem jest klasztorem. Podobno. Poki co jest to plac budowy, wiec ze starozytnej swiatyni to chyba tylko zurawie. Budowlane.
Wycieczka zatem nadwyraz udana i nawet Mikolaj narzekal. Z planow Macau musielismy zrezygnowac z powodow cen. Jeden dzien wycieczki kosztowalby nas jakies 700 dolarow...
Aby zdazyc na lot musielismy wyjsc z naszego hostelu w Chungking okolo 5,30... Jak wiadomo oboje jestesmy rannymi ptaszkami, wiec rozmowa nie kleila sie za bardzo :P. dosc na tym, ze nasz paszport twierdzi, ze ja jestem w Chinach po raz 4, Mikolaj zas po raz 2. Chcialem zoorganizowac nam przed lotem sniadanie ktore nie pochodziloby z KFC, lub McD. Kupilem wiec jakas cala kupe baozi (malych pierozkow robionych na parze, ktore maja rozne nadzienia), wybralem 10 i... byly ochydne. slodkie ciasto, nijakie mieso, zapach gumy. I tak nasze ulubione chonskie sniadanko wyladowalo tym razem w koszu... Na szczescie lot Shenzen - S (shanghai to za dluga nazwa. bedzie tylko S) jest idealny, na start - napoj - obiad - napoj - deser - napoj - ladowanie ;-).
S - miasto gospodarz Expo 2010 - jest miastem techniki. Z lotniska do centrum leci sie pociagiem magnetycznym z predkoscia 431 km/h. calkiem przyjemnie. niestety z powodow zblizajacej sie wystawy, glowna promenada miasta - Bund - przypomina w/w swiatynie. Jeden wielki plac budowy. Niestety.
Wczoraj spotkalismy sie z Ola, ktora studiuje w tym roku tutaj. Wziela nas na spacer po miescie i pokazala kilka fajnych miejsc. Tutaj tez pilismy jednego z najlepszych drinkow. MADE IN SHANGHAI jest duzy, zielony, slodki z nutka goryczy, no i tani. Idealny wiec na impreze przywitalna.
Dzis S okazal sie jak sloik po cukrze - i slodki i pusty. (pozdrowienia dla kabaratu pod ta nazwa). Pusty pod wzgledem atrakcji do zwiedzania. Odwiedzilismy swiatynie, dzielnice francuska, stare miasto, park Yu Yuan - i nic nas nie zachwycilo i nic nie zaparlo dechu w piersiach. Jednak w zgodnej opinii miasto uznajemy za interesujace i godne uwagi. To dowod na to, ze atmosfera moze byc wazniejsza od pojedynczego zabytku.
Hit dla tych cierpliwych, ktorzy czytaja notki w calosci :P
Jak powszechnie wiadomo nie nosze zegarkow. Nie przepadam za nimi, przeszkadzaja mi, no po prostu nie przepadamy za soba i nie przecinamy swoich swiatow. Wszystko powyzsze dotyczy podrobek, dresow z 12 paskami, koszulek w jaszczurki zamiast krokodyli itd.
Zatem kupilem dzis sobie podrobiony zegarek Rolex. Dlaczego? nie wiem. Pan (jeden z miliona) z zezem podszedl proponujac kupno zegarkow (miliona). rzucilem okiem, ciezko to nawet nazwac zainteresowaniem. Panu wystarczylo. Przykleil sie i nie dal odkleic. Wyjmowal zawartosc torby podajac jakies zabawne liczby za "Rolexa z certyfikatem". Jeden mi sie spodobal, zawiesilem oko na dluzej i juz wyladowal w mojej rece. "Normalnie 500Y, ale specjalna oferta dla Ciebie <
Ale historia ta nie ma happy end'u. Pan mnie oszukal przy wydawaniu reszty. Zamiast 20 Y wydal mi podobnie wygladajace 20 rubli ... bialoruskich. Jutro tam wroce, wydlubie mu zdrowe oko i wytne nerki. Oko powiesze na drzwiach hostelu w S, aby wszyscy wiedzieli co ich czeka za oszustwo, nerki - przeciez wiecie :P
AAAAAA
i najwazniejsze: serdeczne pozdrowienia dla wszystkich, a zwlaszcza dla p. Malgorzaty i mojej Mamy ;-)
No patrz ja wytrwale czytam do końca! Zrob zdjecie tego pana jak bedzie bez oka i nerki :D :D
OdpowiedzUsuń