Pozegnalismy Mikolaja godnie. My to znaczy ja i para spotkanych Polakow - zreszta z okolic Bielska. Nalezy uznac, ze Mikolaj tez sie zegnal z chinska ziemia. Porozmawialismy, potrulismy sie chinkim paliwem perfumowanym, przez niektorych nazywanych nawet wodka, ogolnie mily wieczor. Skonczyl sie on nie tak pozno, lub wlasciwie dosc wczesnie - jakies 2h przed tym jak Mikolaj mial wstawac :-) ale z potwierdzonego zrodla wiem, ze juz trafil do domu caly i zdrowy.
Mik - dzieki za towarzystwo przez ten miesiac :-) mam nadzieje, ze cos takiego sie nam jeszcze przydarzy...
Kiedy Mikolaj siedzial w samolocie, ja wybralem sie na wlasna reke do konsulatu - by go zlokalizowac, obliczyc mniej wiecej czas potrzebny etc. Moja pierwsza wizyta byla bardzo obiecujaca. Z calego personelu konsulatu pracowaly tylko 2 osoby; acz podobno to z powodu chinskich swiat. Jak sie okazuja polska dyplomacja tez sie cieszy z 60-ciu lat istnienia ChRL.
Wieczor zas spedzilem na kolejnym towarzyskim spotkaniu tym razem z Hiszpanami z hostelu.
Sobota miala uplynac w calosci jako dzien gospodarczy. Wyspac sie, zrobic pranie, pouczyc sie, przespac, pouczyc sie itd. W duzej czesci sie udalo ;-) Pranie zrobila pralnia, wyspali sie za mnie wspollokatorzy, ja sie za to pouczylem. Zamiast spokojnego wieczoru - zadzwonila Ola i wyciagnela na spotkanie. Ja zaprosilem jeszcze dwie Polki (pozdrawiam Aske i Monike), Ola zas Polke i kilku Chinczykow. Bylo bardzo przyjemnie i tanecznie. Jednak to nie koniec szalonego wieczoru.
Gdy wrocilismy do hostelu okazalo sie ze trwa przed wejsciem calkiem spora balanga. Coz zrobic... Dolaczylem. Hitem byl Tony. A wlasciwie Tony - sennykoszmar. Facet irytowal wszystkich przez pare dni i w koncu sie wczoraj przedpoludniem postanowil wyjechac z S. Wszyscy odetchneli z ulga w niemym entuzjazmie... Ale Tony koszmar postanowil nas odwiedzic okolo 2:14 w nocy... Przyszedl pomarudzil, wszyscy sie posmiali, Tony odszedl. Haslem wieczoru jednak bylo, ze Tony wroci. I WROCIL!!!!!!!!! okolo 5:28 znow stal w drzwiach. Poniewaz na kolacje byly grzyby bylbym w stanie uwierzyc, ze to po prostu halucynacja. Ale takie koszmary nie zdarzaja sie w glowach 10 ofiar jednoczesnie... Wszyscy nadal zastanawiaja sie.... WHERE IS TONY?
A dzis popoludnie uplynelo pod znakiem wielkiego tenisa. Od wczoraj trwa ATP Shanghai Masters 1000. Znacznie wczesniej obiecalem, ze jesli Agnieszka Radwanska wejdzie do finalu w WTA w Pekinie to pojde na mecz. Weszla. Do Pekinu wprawdzie nie polecialem, ale na mecz poszedlem.
Pojechalem wiec pod miasto (metro linia 1 do konca, tam zmiana na linie 5, 4 przystanki, zmiana na autobus, linia autobusowa do konca i juz jestem - czas przejazdu 2h15min) na mecz jedynego naszego reprezentanta w turnieju singlowym - Lukasza Kubota. Po bardzo ladnym i spektakularnym wystepie Kubot wygral i awansowal do turnieju glownego. Pozniej jeszcze zostalem na kolejnym meczu, lecz ten nie robil dobrego wrazenia --> zorganixywszy prowiant wyruszylem w droge powrotna.
Od jutra praktyki wiec lece sie przygotowywac ;-) pozdrawiam serdecznie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Tony dzwonił, że leci Cię odwiedzić...:)
OdpowiedzUsuń