czwartek, 15 października 2009

o konsulacie, o praktykach, o chile i o meczach

ale zaczne od opisania wczorajszego dnia.

raz na czas zdarzaja sie tak zwane dni antyzotle. wszystko co cie otacza drazni i irytuje. a tutaj wiadomo - trzeba wstac w nocy, jechac zoltym metrem do pracy, kupic w zoltym sklepie cos do picia, i od zoltego cos na sniadanie zakupic. nastepnie przejsc przez zolta ochrone konsulatu (ci mili panowie za kazdym razem ccha doe mnie paszport... nawet 6 razy dziennie...) by wejsc do konsulatu i zajac sie.... zoltymi paszportami...
W konsulacie dowiedzialem sie ze mniej wiecej dzien taki przypada statystycznie co 2 tygodnie.. pewna osoba poweidziala, ze jej zdarzaja sie jej takie dwa okresy w roku. od nowego roku do urlopu i od urlopu do sylwestra :-P. mnie przeszlo , ale Konsul dosc szybko zobaczyl, ze do obslugi stanowiska wizowego to sie tego dnia nie andaje... dostalem wiec polska flage i obowiazek kibicowania naszym tenisitom ;-)
dzielnie stanalem an wysokoci zadania - matkowski i frystenberg wygrali w dwoch setach; kubot nawet nie musial wychodzic na kort - kontuzja przeciwnika. matka i frytka podeszli do nas (oprocz mnie bylo jeszcze 2 polakow) pogadali i kazali przyjsc na final z flagami - jak widac atmosfera nadwyraz bojowa ;-) pozniej mecz del potro (odpadl) i legendarnego Nadala, ktory wygral po pieknym i pasjonujacym Amerykaninem Blake'm w 3 setach. i pozniej kolejny z urokow S --> z obrzezy do centrum --> 2,5h

Konsulat jest bardo przyjemny. Wszyscy sie tutaj znaja (toz to nie problem --> 9 osob w firmie) i doskonale uzupelniaja.

Mnie tez jakby nie daja zbyt wiele czasu na zanudzenie sie. Tlumacze dziwne ekonomiczne rzeczy ( ang --> pol), dziwne rozmowy ( chn --> pol/ ang) i pisze mnostwo rzeczy. do tego mialem juz przyjemnosc reprezentowac konsulat (czytaj RP!!!!!!!!!!!!) na imprezie u braci naszych mniejszych Slowakow. Jak narazie co jest swietnie i bardzo mi sie podoba.

a w pokoju mieszkam z 2 facetow z chile. sa swietni. ich program dnia wyglada mniej wiecej tak :
- 5 am - powrot do domu
- 2 pm - sniadanie
- 5 pm - przyjazd do Magnolii - centre court tennisowy
- 11 pm - przyjazd do hostelu. prysznic, zmiana ciuchow i wyjscie na maisto.

codziennie slysze, ze dzis to juz koniec i w koncu pojda zobaczyc miasto... ale jakos nie dziala :D
Jak zrobie jakies inteersujace fotki to sprobuje wrzucic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz