poniedziałek, 2 listopada 2009

o spadajacych z drzew lisciach i o technologii i nauce

Do S zawitala jesien. Zaczelo sie od lekkiego deszczu, pozniej od bardzo silnego wiatru, az w reszcie przyszla. No i liscie zaczely spadac z drzew. Pewien udzial miala w tym pani Kowalska, od dzis nazywana "corka jesieni", ktora tak bardzo zazdroscila szanghasjkiej pogody, ze postanowila przeslac mi tutaj europejski chlod. Nie jest on co prawda tak do konca europejski, bo jak uslyszalem dzis od autoktonow "wieje od Pekinu", to znaczy wieje zimnem nieprzyjemnym i przenikliwym. Pekinskim. Prognoza pogody twierdzi, ze za kilka dni przejdzie i wroci sloneczko. No chyba, ze pani Kowalska lub ktokolwiek inny postanowi inaczej. W piatek ma byc 26 stopni.Nie jest tu tez tragicznie zimno -13 stopni. Ale zawsze4 lepiej to pomnozyc :-)

W sobote bylismy z Ola w Muzeum Technologii i Nauki. Musze przyznac, ze spodziewalem sie czegos wiecej, ale i tak trzeba powiedziec, ze bylo ok. Do najfajniejszych atrakcji nalezalo cwiczenie poruszania sie w stanie niewazkosci, strzelanie pileczkami w wielkim wiatraku, wycieczka po ludzkim ciele, rajd rowerowy na symulatorze i emitacja trzesienia ziemi, troche tylko slabsza niz przejazd zwyczajnym metrem... No ale i tak uwazam, ze to fajny dzien byl :-) Zlwaszcza, ze w nocy wybralem sie z chinczykami na impreze halloween.

Niedziela minela na nauce, odpoczynku i dobrym obiedzie. Troche chill'u czasem sie przydaje. Dzis od rana praca, i tak od dzis az do 15 listopada... Burzliwy okres...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz