Wczoraj, na moje zaproszenie, w knajpie japonskiej spotkali sie niemal wszyscy pracownicy Konsulatu. Taapanyaki, czyli impreza w stylu jedz i pij, a Pan kucharz stoi przy stoliku i wszystko co chcesz podaje na stol. Wejsciowka nie jest tania, 180Y; ale warto. Bardzo mile spedzany wieczor zaklocila jednak obsluga, ktora swoim chinskim nosem szybko zwietrzyla podwojny biznes. Mianowicie pomimo mojej rezerwacji na caly wieczor, poprosili abysmy sie wyniesli; bo na stolik czeka grupa 25 Hiszpanow.... Zrobilo sie nieprzyjemnie, Beata uslyszala, ze jest pijana /po wypiciu 0,3 piwa.../ i w ogole zrobil sie kwas. Slowianska fantazja wzmocniona sake kazala nam walczyc do upadlego, jednak kobiecy glos rozsadku zaproponowal zmiane lokalu. Zatem poszlismy do Zapatas - najbardziej bialej dyskoteki w miescie.
ZABAWA BYLA CUDNA i wszystkim sie podobalo. :-)
Szkoda, ze tylko raz konczy sie praktyki...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz